mamadzidka

niepłodność, ciąża, noworodek, dziecko, macierzyństwo

Już w domu

w dniu 1 sierpnia 2014

Powróciliśmy. Z agrowczasów – jak ja to mówię. Pobyt na wsi – jak ta lala, i dla mamy i dla dziecka. Zupełnie inne wrażenia niż po pierwszym pobycie w rodzinnych stronach. Teraz jesteśmy zadowoleni, wypoczęci, nie bardzo opaleni ale dotlenieni.

Poza tym dużo się u nas działo. Jesteśmy już po chrzcie i chrzcinach. Ostatnie dni przed – dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik i niecierpliwie czekaliśmy na imprezę Syna. Synu jak to Synu – niewzruszony bohater – swoje pierwsze wielkie spotkanie rodzinne przetrwał nad wyraz dobrze. Wyspał się po dwukroć ( w tym bezpośrednio po polaniu główki, wśród dźwięków organów i śpiewów wiernych na niedzielnej sumie). Oprócz Syna sakrament przyjmowała 2 maluchów ( Witold i Amelia). Obydwoje dużo młodsi od Naszego – wyglądali na co najwyżej na dwumiesięczniaki. A z tej dwójki zwłaszcza Witold dał popalić rodzicom – przepłakał, nie..przeryczał caluśką mszę i biedni rodzice musieli się nieźle napocić. Współczuję, naprawdę kiepsko. Widać było, że się przejmują (zwłaszcza ojciec). A ja siedząc tuż obok miałam chęć wziąć tego malucha i go jakoś uspokoić. Nasz Synu na szczęście, nie wziął przykładu z kolegi i nie płakał wcale. Wręcz był mocno zainteresowany tym co się dzieje. Potem się trochę już kręcił (bo był śpiący), by za chwilę grzecznie usnąć na rączkach mamusi.

Po chrzcie czekał nas jeszcze uroczysty obiad. Goście dopisali, łącznie z nami było nas chyba 28 osób ( w tym dzieciaki). Było gwarnie i głośnie. Z dziećmi w tak różnorodnym przedziale wiekowym ( 12, 9, 7, 6, 3, 2, 11 m-cy, 10 m-cy i Nasz 6 m -cy) nie można się nudzić. Jedzenie smaczne, trochę go było jednak za dużo – bo było dosyć gorąco (mimo klimatyzacji) i goście nie byli zbyt głodni. Mały przeskakiwał z rąk do rąk i z niewzruszoną miną rozdawał kontrolnie uśmiechy( to znaczy ktoś się do niego uśmiecha – to też uśmiechem odpowiada). Mały został obdarowany podarkami różnej maści. Właśnie korzysta z jednego – spędzając swą popołudniową drzemkę w kojcu vel łóżeczku turystycznym – podarku od jednej z cioć. ( I tym oto sposobem dorobiliśmy się kolejnego „niezbędnego” dzieciowego gadżetu. Co by nie mówić – jestem z niego zadowolona, super jest. I widać, że Synowi wygodnie się w nim śpi. To znaczy się spało…Bo oko się otwiera…

Więc nic innego nie pozostało jak brać swego Synka w ramiona…

Reklamy

4 responses to “Już w domu

  1. No to się u Was działo 🙂 aj jaj jaj 🙂
    ząbki M. juz ma ?

    i zapraszamy do nas na rozdawajkę 🙂

  2. u nas cisza jak na razie 🙂
    ale ja pierwszego zęba dostałam w 10 msc , mężu też późno także nie wiadomo 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: