mamadzidka

niepłodność, ciąża, noworodek, dziecko, macierzyństwo

Jesteśmy

w dniu 15 września 2014

Jesteśmy, choć mało nas w blogowym świecie.

Przeżywam teraz jakiś taki dziwny etap – że czuję, że czas przecieka mi przez palce. Nie będę oryginalna, jak inne mamy swoich dzieci – czuję, że nie mam na nic czasu.

Jest tak juz od pewnego czasu. W sumie, od ośmiu miesięcy, gdy w mym życiu pojawił się ten młody uroczy mężczyzna…

Ale permanentny niedoczas – nabrał na sile. Niby jest tak samo, a jednak..

.Może dzieje się tak dlatego, że Mały wymaga coraz więcej czasu. Zaczął się przemieszczać w jakimś zatrważającym tempie po podłodze, swoim tylko sobie znanym sposobem. Turlająco -pełzająco – obrotowym. Gdy się odwracam na chwilę – to marne szanse, że zobaczę Syna w tym samym miejscu gdzie był przed chwilą. Ale raczkować jeszcze nie potrafi. Nie martwię się tym szczególnie – bo wiem, że nie wszystkie dzieci potrafią. Choć nie ukrywam, że wolałabym aby tę sztukę nabył.

Dużo czasu spędzamy na posiłkach. Zupki, kaszki, deserki, chrupki i w międzyczasie karmienie piersią (choć już zdecydowanie mniej). A do tego miseczki i łyżeczki, które ciągle ładują się i wypakowują ze zmywarki (tego wspaniałego urządzenia).

A w międzyczasie staram sie jakoś ogarniać domowy chaos. Choć łatwo nie jest. I cały czas widzę, co przydałoby się zrobić. Ale sobie wyjątkowo odpuszczam jakieś gruntowne porządki. No, nie da się po prostu.

Chwilę tez nas nie było w stolicy. Na jakiś ponad tydzień wyskoczyliśmy na agro – wczasy w moje rodzinne strony. Niestety, nie czuję się jakoś specjalnie wypoczęta. Za szybko to zdecydowanie minęło. Grunt, że nie musiałam gotować obiadów. To cudowne uczucie, gdy ktoś podstawia ci ugotowane dania pod nos (moja mama) i jeszcze zrobi ci zapas pierogów na drogę.

Zaliczyliśmy też z Syneczkiem nasze pierwsze wspólne weselne wyjście. I było super. Wybraliśmy opcję – bierzemy Syna, śpi w hotelowym pokoju pod opieką dziadków (moich rodziców) a my się bawimy w weselnej sali i monitorujemy. Synek jak to na grzecznego chłopca przystało budził się na karmienie i spał przeważnie dalej. Przeważnie, bo wybił się na godzinkę z rytmu snu i zdecydowanie chciał się pobawić z innymi weselnikami bo z uśmiechem gaworzył do babci. Potem zaś łaskawie dał się uśpić w objęciach mamusi.

A dziś byliśmy na szczepieniu – ostatniej żółtaczce, co to się nam przesunęło przez gorączkę i wyjazd. Miały byc i pneumokoki – ale wciąż się nie mogę na to zdecydować. może jak syn skończy roczek. Albo wcale. Jeszcze nie wiem.

Syn standardowo – obdarzył swym promiennym uśmiechem pół przychodni. Poczynając od pani doktor, poprzez pielęgniarkę i rejestratorkę na pani sprzątaczce skończywszy. No, lubi chłopak babeczki. Ma te swoje dwa zęby – to je szczerzy w uśmiechu. nowych sztuk – na razie brak. Czekamy.

Znów mnie zaskoczył, że urósł. No, wydawał mi się cięższy. Ale, że 9320 gram?

Coraz większy, coraz starszy, coraz mądrzejszy, coraz przystojniejszy. Jak tu nie kochać?

Reklamy

2 responses to “Jesteśmy

  1. radoSHE pisze:

    Spoko.oko. Ja też się pogodziłam, że u nas będą nici z raczkowania a tu ni z tego i owego zaraczkowała w dziewiątym miesiącu:)A ja z każdym dniem coraz bardziej tęsknie za tym poprzednim trybem przemieszczania się;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: