mamadzidka

niepłodność, ciąża, noworodek, dziecko, macierzyństwo

6 lat temu

w dniu 4 października 2014

Mglisty, chłodny poranek i delikatny deszcz. Obudziłam się rano, z nadzieją, że pogoda za oknem na pewno się zmieni. I tak się stało, w chwili gdy wchodziliśmy razem do kościoła.  Marzenie każdej statystycznej nastolatki – mieć piękny ślub i wesele jak z bajki – wtedy się właśnie dla mnie spełniało. Pamiętam jak bardzo byłam pewna swojej decyzji, swoją przepełnioną marzeniami głowę oraz miłością serce.

Mam wiele pięknych wspomnień z tego dnia.

Piękna suknia w kolorze ecru, welon i wiązanka z kremowych różyczek.

Ministrant, który wybiegł za nami z zakrystii, gdy ta oto wiązanka została zapomniana przy przedślubnym podpisywaniu dokumentów u księdza. Biegł, żeby Panna Młoda weszła z kwiatami do kościoła.

Pamiętam zwrócone ku nam twarze rodziny i przyjaciół, gdy zmierzaliśmy ku ołtarzowi.

Drżące ręce, trzymające ślubne kwiatki z powodu niezbyt wysokiej październikowej temperatury.

Moment przysięgi i wymiany obrączek. Te emocje, które się wtedy czuje…No, nie da się tego opisać. Chyba wszyscy tak mają. Pamiętam swoją radość i łzy w oczach męża, (Dzisiaj twierdzi, że już tego nie pamięta…Akurat. Ale od takich szczegółów ma mnie).

A potem tysiące życzeń. I niecierpliwy kościelny, który chciał szybko zamykać podwoje kościoła po ostatnim już tego dnia ślubie.

I  butelka wina, jedna z siedemdziesięciu kilku otrzymanych od weselnych gości, która z trzaskiem wylądowała na kościelnym parkingu. Ten alkohol spijaliśmy przez ładnych kilka lat. I jeszcze mamy parę butelek.

No, i wesele. Niezapomniana zabawa do 7 rano. Świetna kapela, świetnie bawiący się goście. Moje własne wesele, było jedynym w moim życiu, gdzie tak mało zjadłam. Przełknęłam tylko rosół na wstępie i kawałek tortu…Nie miałam czasu. Ale, nic to! Było wspaniale.

A potem radość, że…już po wszystkim. Minął stres, wszystko się udało. I najważniejsze, że jesteśmy razem. Mąż i żona. Wtedy 23 – letnia i 24 – letni. Dziś o 6 lat starsi. Może troszkę mądrzejsi, dojrzalsi.

I myślę, że nadal się kochamy.

Jeszcze tylko 44 lata i będziemy obchodzić 50 – lecie. Liczę na dyplom…

Reklamy

6 responses to “6 lat temu

  1. SzareLove pisze:

    Miałam dokładnie tak samo – na swoim weselu zjadłam tylko parę łyżek rosołu i kawałek tortu – ale jak obudziłam się w poprawiny, to byłam tak głodna, że zjadłam chyba z połowę suchego chleba, który gdzieś się zawieruszył :))))
    Pięknie to wszystko opisałaś! I kolejnych 44 lat razem życzę 🙂 – żeby ten dyplom oczywiście zdobyć 🙂

  2. radoSHE pisze:

    Tak sobie trochę Was podczytałam (ale wiadomo jak jest z czasem:):) Wasz Królewicz to prawie rówieśnik Matyldy. Z jakiego jest miesiąca? A wgl. tylko mi się wydaje czy spacerujemy po tej samej części Warszawy?:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: