mamadzidka

niepłodność, ciąża, noworodek, dziecko, macierzyństwo

Kiedy?

Zastanawiam się kiedy mój Synu tak wydoroślał? Że już całkiem duży z niego chłopak i w zastraszającym tempie wyrasta ze swoich ubranek to jasna sprawa.

Ale od kiedy zaczął mieć takie dobitne i klarowne, swoje prywatne zdanie na wiele swoich życiowych kwestii?

Takich jak zabawa kwiatkiem doniczkowym, dowodem rejestracyjnym, szklankami, mopem i szklanymi pokrywkami do garnków?

Bo jak ja mówię stanowcze „nie” to Synu jest zdecydowanie na „tak”. Niezbyt jesteśmy zgodni w tych kwestiach. A Synu dobitnie i głośno zaczyna forsować swoje własne przekonania.

Aż strach pomyśleć, co będzie jak zostanie nastolatkiem…

Reklamy
Dodaj komentarz »

Zabawki

Na chwilę obecną ranking ulubionych zabawek Syna przedstawia się następująco:

zmywarka,

pralka,

telewizor,

laptop,

szafka pod zlewem,

kosz na śmieci.

Jak tak dalej pójdzie wróżę mu karierę w roli testera jakości i wytrzymałości produktów.

Mam kreatywne dziecko.

Dodaj komentarz »

Pomocnik

DSC_0616  DSC_0621DSC_0623

4 Komentarze »

Armagedon

Ostatnimi czasy zaczynam się zastanawiać, jak to jest możliwe, że tak ciężko jest ogarnąć domowy chaos?

Bo niby jako mama opiekująca się dzieckiem powinnam mieć na wszystko czas. Gniazdko powinno być wychuchane aż miło. A zamiast tego w domu codziennie istny Armagedon. Zamiast tego są gorączkowe próby jako takiego ogarnięcia, sterta koszul męża do prasowania czeka na nie wiadomo kiedy…Zawsze coś.

I tak mija dzień za dniem. Ostatnio mam małą pracę dodatkową i w najbliższym czasie tez szykuje się prawdopodobnie też jeszcze coś. Bardzo się cieszę bo tego jednak odskocznia od czasu z Synem i czuję, że mi jeszcze mózg pracuje jako tako

A z drugiej strony martwię się czy nie jest to jednak kosztem zabawy, układania klocków, wygłupów i czytania książeczek? A jak pomyślę, że kiedyś trzeba będzie znów pracować na pełen etat – to po prostu sobie tego nie wyobrażam. Jak to wszystko pogodzić? Czy to w ogóle jest możliwe?

Dodaj komentarz »

Mleczarz

Odkryłam niedawno nową (dla mnie odkrywczą) kwestię w związku z nie – karmieniem piersią. Otóż chcąc, nie chcąc, całkowite karmienie mlekiem  leżało do tej pory tylko i wyłącznie w moim zakresie. Jednakże nadeszły nowe czasy. Po kilku nocach, gdy Synu domagał się swojej nocnej butelki i wyraźnie oponował na oczekiwanie w towarzystwie taty – role się odwróciły. Teraz ja pełnię rolę dwuminutowego uspokajacza małego Mlekożercy (co, tak w ogóle idzie mi z reguły świetnie), a Tata Syna przeciera zaspane oczy i biegusiem do kuchni robić butelkę. W ten sposób awansował na prywatnego Mleczarza Syna. No, nie powiem – podoba mi się to : )

No, ale skoro Syn tak ustalił, to nie da się inaczej…

Dodaj komentarz »

Kolejne podsumowanie.

Minął niesamowity rok z dzieckiem. A ja wiąż nie mogę wyjść z podziwu, że to tak szybko…że syn taki duży…I że zamiast małego dzidziusia w rożku mam hasającego ponad roczniaka. Ten rok nauczył mnie wiele…

Przede wszystkim anielskiej cierpliwości.

Że nie zawsze jest tak jak my chcemy (dorośli) bo często jest tak jak chce dziecko.

Że można zakładać sobie różne plany, które nijak nie mają się potem do rzeczywistości.

Że wychowanie dziecka to, mimo wszystkich radości, ciężka i mozolna praca.

Że, mimo wszystkich trudów, bycie mamą to radość, miłość i jeszcze raz radość.

Że można się uśmiechać przez łży.

Że często najbardziej się kocha, właśnie zasypiającego malucha.

Że można padać na twarz ze zmęczenia.

Że wszystkie problemy w porównaniu ze zmartwieniami związanymi z dzieckiem to kompletne nic.

Że można tak bardzo kochać, że nie można tego opisać.

Że to prawda, że przed urodzeniem dziecka trochę inaczej postrzega się świat.

To może wszystko banały. Ale doskonale pasują do mojej obecnej rzeczywistości.

2 Komentarze »

1 rok 1 tydzień i …koniec.

Oficjalnie ogłaszam koniec drogi mlecznej. Syn jest już prawdziwym butelkowiczem.

W życiu nie spodziewałam się, że będziemy karmić się tak długo. Najpierw miało być 3 miesiące, potem byle do pół roku. Potem szło już nad wyraz dobrze i dociągnęliśmy do roku i tygodnia. Czuje jakbyśmy skończyli jakiś ważny etap w życiu. Synu oczywiście trochę marudny, płaczliwy ale spodziewałam się, że będzie dużo gorzej.

Jestem dumna. Z siebie. Z Syna. I choć wciąż nie polubiłam mycia butelek to taki rodzaj karmienia tez jest całkiem w porządku.

A przez to całe odstawianie zauważyłam, że z Syna to całkiem duży chłopak już jest!

2 Komentarze »

Asystent

Dorobiłam się w 30 roku życiu swojego małego prywatnego asystenta.

24 godziny na dobę, ciągle w zasięgu wzroku i małych ciekawskich łapek.

Ładuje ze mną zmywarkę i rozładowuje.

Segreguje pranie i z radością wyciąga je z bębna pralki. Nie pogardzi wrzucić tam tez od czasu do czasu jakiejś kąpielowej zabawki.

Jest ze mną gdy gotuje obiad i niczym alpinista wspina się po nogawce moich legginsów, (co by zerknąć, co tam mieszam w garnku).

Z niecierpliwością stuka w drzwi łazienki gdy przypadkiem nie zapraszam go do wspólnego mycia rączek.

Z uśmiechem obserwuje mnie gdy myję zęby i wyciąga łapkę po swoją własną szczoteczkę.

Generalnie nie uznaje moich samodzielnych działań.

Doskonale wie, że jestem dla niego.

Bo to mój asystent i prezes w jednym.

2 Komentarze »

1 roczek!

Dziś rano minął dokładnie rok odkąd pierwszy raz zobaczyłam moje dziecko po drugiej stronie brzucha.
Syn zupełnie nieświadomy tego wielkiego Dnia obudził się z osmiozębnym uśmiechem (jak zwykle) i próbował się wdrapacze swojego łóżeczka na nasze łóżko (nie jak zwykle). Zamiast szampana o 9.43 było drugie śniadanie.Drzemka tez jest jak zwykle (na szczęście). Te 2 godzinki (przewaznie) mijają mi jak jedna chwilka…
Syn juz dostał pierwszy prezent – pościel w baranki od swojej chrzestnej i 3 kartki urodzinowe. Prawdziwe obchody urodzinowe rozpoczynamy jednak jutro – tort, świeczka i dmuchanie…Wszystko to dlatego,że mąż dzisiaj normalnie pracuje. Ale nic, to!
Jestem bardzo szczęśliwa, ale i refleksyjna. Wspominam sobie nasze pierwsze wspólne chwile i wierzyc mi się nie chce, że z takiego Dzidziusia wyrósł taaaki duzy chłopak. Łobuz w dodatku.
Jak sobie pomyślę, że za rok drugie urodziny, potem trzecie, czwarte…To juz jestem ciekawa jak nasz Maluch będzie się dalej zmieniac. Ale troszkę mi też żal…
Synku Kochany, jeszcze raz – wszystkiego naj, najlepszego!!!

2 Komentarze »

Przedurodzinowe emocje

Mija prawie rok od urodzenia Syna, mojego Królewicza. Dokładnie jutro o 9.43 rano będziemy świętować pierwsze urodzinki. Pokój juz przystrojony kolorowymi balonami a ja się czuje prawie jak przed Wigilią…

Czas mija bardzo szybko. Pocieszam się, że nie tylko mnie…Rok! Rok! Niesamowite!

Wspaniały czas z moim dzieckiem. Tyle się od niego nauczyłam. On naprawdę się cieszy z najprostszych rzeczy. Radosny ale i Mały buntownik. Pewne jest, że ma swoje zdanie i dobitnie je umie wyrazić. Nie ma to tamto.

A w zeszłym roku o tej porze szykowałam się myślami na powitanie z moim Maluchem (jeszcze w ogromnym brzuchu). Nie jadłam już od 2.00 bo wiedziałam, że na 7.00 mam być w szpitalu. Pamiętam jak szłam na blok operacyjny, jak mąż przywdział specjalne ubranko co by mi towarzyszyć. Nie zapomnę jak pielęgniarka anestezjologiczna szepnęła, że „Tatę to nieźle ruszyło”. No, ruszyło. Miał łzy w oczach i bał sie podejść do stanowiska noworodkowego. A moje wspaniałe, 39 tygodni zamieszkujące brzuch, dziecię zapoznawało się z nową rzeczywistością. Gdy go pierwszy raz zobaczyłam znad kotary powiedziałam :”Jaki piękny!. I nic się dla mnie do tej pory nie zmieniło. Dla mnie będzie zawsze najwspanialszy.

Mój łobuz. Mój (już jutro) roczniak!!!

Dodaj komentarz »